Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

0

Aktualności

60 Spławikowe Mistrzostwa Świata za nami, czas na refleksje

Opadł kurz na spławikowej arenie tegorocznych Mistrzostw Świata. 60. Mistrzostwa Świata w wędkarstwie spławikowym przeszły do historii. Wyniki są już znane, czas na pierwsze refleksje.

W sprawozdaniu z pierwszej tury przestrzegałem przed pochopnym dzieleniem skóry na niedźwiedziu. Co prawda przewaga drużyny angielskiej była tak znaczna, że tylko trzęsienie ziemi mogłoby odebrać im tytuł (choć pewniejsze byłoby połamanie im tyczek), ale wystarczyłaby słabsza tura w ich wykonaniu i wynik w drugiej dziesiątce chociaż jednego z zawodników, by przy dobrej postawie któregoś z pretendentów do medali nastąpiła zmiana na czele peletonu. Chociaż nie wszystko poszło po myśli Anglików, bo dopiero 9 miejsce Willa Raisona w sektorze A można uznać za małą sensację, to jednak na piątkę spisali się pozostali członkowie drużyny – swoje sektory wygrali Hemingray i Scotthorne, drugie miejsca zajęli Ship i Ashby. 15 punktów wystarczyło na drugie miejsce w turze, więc o sensacji nie było mowy. Zaatakowali Francuzi – 10 punktów, w tym trzy jedynki, nie pozwoliło co prawda na zepchnięcie z najwyższego podium Anglików, ale niestety, odebrało naszej ekipie szanse na srebrny medal. Przede wszystkim dlatego, że druga tura była w naszym wykonaniu słabsza  - Niemiec był 2, Walczak 3, Łebkowski 3, Mazurczak 8, Kamiński 9. W sumie 25 punktów i 6 miejsce w turze. Przez chwilę, gdy spływały wyniki i na szybko zliczaliśmy punkty, obawialiśmy się, że w klasyfikacji generalnej wyprzedzą nas nie tylko Francuzi. Na szczęście ani Węgrzy (trzecie miejsce w turze), ani Włosi (czwarte miejsce w turze), ani Czesi (piąte miejsce w turze) już nam zagrozić nie mogli. Na szczęście dla nas Belgowie, nasi bezpośredni konkurenci, uplasowali się za nami.

Tak więc złoto dla Anglików; to jedna z najbardziej utytułowanych drużyn w historii rozgrywek mistrzostw, więc i tytuł nie był zaskoczeniem. Jednak jak przyznali sami Anglicy w rozmowach po zakończeniu zawodów, jeszcze żadne łowisko, na których rozgrywano zawody tej rangi, nie preferowało tak tej drużyny, jak właśnie Kanał Żerański. Okazuje się bowiem, że charakter kanału jest bardzo zbliżony do łowisk, na których Anglicy rozgrywają swoje rozgrywki zimowe (Winter League), bardzo popularne na Wyspach. Toteż nic dziwnego, że przewaga nad pozostałymi drużynami była tak znaczna (a zwłaszcza wynik z pierwszej tury).

Z pewnością brązowy medal polskiej drużyny zostanie zapisany w annałach polskiego sportu wędkarskiego złotymi zgłoskami. Malkontentom, którzy już odezwali się na internetowych forach, przypomnieć trzeba, że nasi zawodnicy stanęli na podium zawodów tej rangi drugi rok z rzędu. Przypomnijmy, że w Warszawie bronili złotego medalu, zdobytego w ubiegłym roku w Czechach.   Na zawodach tej rangi nic nie jest oczywiste, nawet „swoje” łowisko to nie jest jakiś szczególny handicap.  Obawiałem się tego łowiska, głównie dlatego, że łowienie w kanałach nigdy nie należały do naszych najsilniejszych broni.  Przepływanka w rzekach o szybkim nurcie, łowienie szybkościowe, to były nasze domeny, w tym nasi wędkarze czuli się najlepiej. Równorzędna walka z drużynami, w których łowienie kanałowe związane jest z bogatymi tradycjami (oprócz Anglików należy wymienić także Włochów, Francuzów oraz Belgów), to potwierdzenie przynależności do elitarnego grona drużyn, który zawsze wymienia się w gronie faworytów. Polski team to drużyna złożona z młodych wędkarzy, legitymujących się już długoletnim stażem zawodniczym i bogatym doświadczeniem w startach międzynarodowych, oparta przede wszystkim na zawodnikach klubu Traper, zgrana i z ogromnym potencjałem. Po raz kolejny pokazała swój lwi pazur.

Mistrzostwa świata to nie tylko pojedynek wędkarzy, ale także sztabów trenerskich. Oczy i uszy, a także najtęższe umysły pracują za linami, aby błyskawicznie ocenić sytuację, dostarczyć zawodnikowi  potrzebnych informacji, a także podpowiedzieć, jakich ma dokonać zmian w sprzęcie, nęceniu czy taktyce. Nic dziwnego, że za linami biegają często nie mniejsze sławy, niż znajdziemy pośród wędkujących zawodników. W drużynie rosyjskiej widziałem Igora Potapova, mistrza świata z 2009 roku, w drużynie włoskiej Umberto Ballabeniego, mistrza świata z Paryża w 2000 roku, w drużynie francuskiej Jaen-Pierre Fougeata, mistrza świata z 1988 roku. Oczywiście, to tylko przykłady, gdyż indywidualnych  medalistów mistrzostw świata, Europy, czy też medalistów drużynowych tych rozgrywek były w Warszawie całe zastępy. Pokazuje to jednak, jak ogromną role odgrywa nie tylko indywidualne doświadczenie każdego z zawodników, ale także duch drużyny, na który składają się doświadczenia kolejnych pokoleń wędkarzy. W ten sposób budowana była (i jest nadal) potęga najlepszych drużyn. Nic nie zostaje pozostawione przypadkowi, każdy ruch przeciwnika jest dostrzeżony, każdy błąd wyłapany. Członkowie teamów trenerskich zwijali się jak w ukropie, nieustannie przemierzając piechotą, na rowerach lub w samochodach linię zawodów. Oczywiście, najważniejszy jest mózg teamu, a najlepiej, gdyby były to dwa mózgi, jak w przypadku drużyny angielskiej, w której za sukcesami drużyny stoi duet trenerski Mark Downes i Mark Addy. Są oni sukcesorami Dicka Clegga, który wiele lat temu zbudował fundamenty obecnej potęgi drużyny angielskiej. Także i nasz sukces ma wielu ojców; obok ścisłego kierownictwa drużyny, z trenerem Andrzejem Borkowskim i kierownikiem drużyny Sławomirem Pszczołą, a także asystentami trenera Andrzejem Walczakiem i Ryszardem Dzikiewiczem oraz rezerwowym Kamilem Dzikiewiczem, informacje zbierało wielu zaufanych wolontariuszy, głównie zawodników startujących w GPP, którzy specjalnie w tym celu przyjechali do Warszawy. Toteż tym razem trener Borkowski raczej nie mógł narzekać na brak informacji.

Zawody tej rangi to wydarzenie spektakularne, w którym udział wzięło kilkuset zawodników, trenerów oraz członków zaplecza technicznego z 36 krajów. Wydarzenie, w którym udział wzięli najlepsi obecnie wędkarze spławikowi, mistrzowie spławika, a także tysiące kibiców tak z Polski, jak i z zagranicy. Spotkałem wielu przyjaciół, nie tylko tych z czołówki spławika, startujących na co dzień w Grand Prix Polski, ale także tych, z którymi spotykam się w rozgrywkach okręgowych. Widziałem także kibiców, których do tej pory za linami zawodów wędkarskich raczej się nie spotykało; mieszkańców Warszawy ciekawych tego, jak wyglądają te „mistrzostwa moczykijów”. Zdziwionych tym, co zastali. Piękne, wspaniałe widowisko, prawdziwą wieżą Babel, a jednocześnie sportową atmosferę, bez kibolskich akcentów. Z pewnością tzw. odbiór społeczny wędkarstwa poprawi się, na pewno wśród tych mieszkańców Warszawy i regionu, którzy zdecydowali się na wizytę nad kanałem. Na szczęście, czarne chmury, jakie według prognoz miały wisieć nad Warszawą, nie popsuły widowiska. Gdzieś tam, na wysokim szczeblu, musimy mieć możnego protektora, który nie pozwolił na to, by deszcze pomieszały nam szyki. Co prawda lało niemal cały tydzień, a także w piątek, w dniu oficjalnego treningu. Jednak słońce pokazało się wtedy, kiedy trzeba – w czasie ceremonii oficjalnego otwarcia, a także w czasie oficjalnych tur.

Niewielu zdaje sobie sprawę, jak gigantycznym pod względem logistyki przedsięwzięciem są zawody rangi mistrzostw świata. Chwała organizatorom, Okręgowi Mazowieckiemu PZW, jeszcze raz chwała, bo działacze spisali się na medal. A łatwo nie było; trzeba było zabezpieczyć teren, wyznaczyć parkingi i dopilnować porządku w ruchu pojazdów (co wymagało ekwilibrystyki, bo nad Kanałem jest ciasno), zawiadywać setkami wolontariuszy i sędziów, ochroną terenu, wreszcie dopilnować, by wszystko przebiegło zgodnie z harmonogramem a ważenie odbyło się bez zakłóceń. Nic dziwnego, że osoby odpowiedzialne za organizację działały przez wiele dni w warunkach ogromnego stresu, jednak mogą mieć tym większą satysfakcję, że imprezę można zaliczyć do udanych. Nie zdziwiłbym się, gdyby w najbliższych latach została nam przyznana kolejna impreza tego formatu. Wysoką ocenę wystawił także mistrzostwom Ferenc Szalay, prezydent CIPS, który specjalnie na jeden dzień przeleciał, by kibicować uczestnikom zawodów. Prezydent Szalay był w czasie sobotniej tury gościem honorowym Mistrzostw, spotkał się z przedstawicielami władz PZW oraz organizatorami zawodów, prezesem ZG PZW Eugeniuszem Grabowskim oraz przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego, prezesem Okręgu Mazowieckiego PZW Zbigniewem Bedyńskim.

Z kolei Claudio Mateoli, prezydent FIPS-u (federacji wędkarstwa spławikowego) w czasie podsumowującego wystąpienia podkreślał sportową atmosferę wydarzenia, fakt, że w czasie tego wielodniowego wędkarskiego maratonu nie wydarzył żaden incydent, który mógłby rzutować na ocenę tego wydarzenia. No, może poza jednym – nieznani sprawcy włamali się do auta ekipy Łotwy i ukradli sprzęt wart ok. 80 tysięcy złotych. Złodzieje nie wystawili nam laurki, z pewnością… Na szczęście, na wysokości zadania stanęli Polacy; użyczyli swoich wędzisk i wyposażenia Łotyszom, mogli więc wystartować i nawet poczynali sobie całkiem nieźle, w doborowym towarzystwie zajęli 7 miejsce w klasyfikacji drużynowej.

Tekst Józef Wróblewski

Galeria fotografii z imprezy

 

Widok ogólny zawodów

 

 

Kirstin Eriksson z Norwegi, jedyna kobieta w męskim gronie

 

 

Anglik Steve Hemingray wygrał swój podsektor także drugiego dnia, niestety, niższa waga pozwoliła mu „tylko” na sięgnięcie po srebrny medal

 

 

Włoch Ferruccio Gabba zajął w swoim podsektorze trzecie miejsce

 

 

Wojciech Kamiński wygrał ze swoimi sąsiadami, jednak wędkując w słabszej części sektora nie dało mu szans na walkę o czołowe miejsca (zajął  9 miejsce w swoim podsektorze)

 

Michał Łebkowski zmierzył się w sektorze z samym Alanem Scotthornem; pięciokrotny mistrz świata pokazał swoją klasę, a Michał uplasował się na bardzo dobrym, trzecim miejscu

 

W barwach drużyny norweskiej startował Krzysztof Frankiewicz; radził sobie w Warszawie bardzo przyzwoicie, zajmując w drugiej turze 9 miejsce

 

Mistrz Alan Scotthorne  w akcji! Brązowy medal w Warszawie to kolejne trofeum w jego bogatej kolekcji

 

Adam Niemiec był o krok od pudła. W drugiej turze zajął niestety „tylko” drugie miejsce  (podsektor wygrał Czecha Ladislav Konopasek), a trzy punkty to w tych mistrzostwach za mało na medal

 

W drugiej turze nieźle wędkowali Czesi, na swoim koncie mieli dwie jedynki, swój podsektor wygrał między innymi Ladislav Konopasek

 

 

Kolejny znakomity zawodnik z Włoch, Jacopo Falsini; w drugiej turze zajął piąte miejsce swoim podsektorze

 

Sean Ashby z drużyny angielskiej tym razem musiał uznać wyższość jednego ze znakomicie dysponowanych  w drugiej turze Francuzów (turę zakończyli z trzema jedynkami), Alaina Dewimille

 

Francuz Alaine Dewimille nie dał szans swoim przeciwnikom w jednym z podsektorów w sektorze C

 

Kolejny z Czechów, Josef Konopasek, zdecydowanie wygrał swój podsektor

 

Dobrze wędkował drugiego dnia najbardziej obecnie utytułowany polski zawodnik, Wiktor Walczak; zajął w swoim podsektorze 3 miejsce

 

Przed dużą szansą na medal stanął po pierwszej turze Muris Djug z Bośni i Hercegowiny; niestety, przegrał niewielką różnicą i w klasyfikacji ogólnej zajął ostatecznie czwarte miejsce 

 

Grzegorz Mazurczak w drugiej turze się zajął 8 miejsce

 

Swój podsektor w sektorze A wygrał znakomity Włoch Gianluigi Sorti 

 

Tuż po zakończeniu zawodów trener drużyny angielskiej Mark Downes na gorąco opowiadał o swoich wrażeniach telewizji Sky Sport

 

Wreszcie po zawodach! Rywalizujący w mistrzostwach zawodnicy mogą w końcu na spokojnie wymienić się spostrzeżeniami. Z lewej Alaine Dewimille z drużyny francuskiej,  prawej Sean Ashby z drużyny angielskiej

 

Zwycięzcy w kategorii indywidualnej, od lewej – srebrny medalista Steve Hemingray, złoty medalista Didier Delannoy, z prawej brązowy medalista Alan Scotthorne

 

 

Drużyna polska zdobyła brązowy medal w Mistrzostwach Swiata

 

Srebrny medal wywalczyli Francuzi 

 

Złoto dla Anglii!

 

Pierwsze trzy drużyny Mistrzostw na podium     

 

Fotografie Józef Wróblewski

Poleć znajomemu